Nie śmietnisko, lecz wysypisko. Otóż to: WYSYPISKO. Samo. Tylko wysypisko. Bez śmieci. Nie: wysypisko śmieci, lecz: wysypisko. Czyli miejsce, gdzie się wysypuje. Co się wysypuje? Właśnie – CO? Może nic? Może to tylko takie miejsce: zarezerwowane, oznaczone, przygotowane na wszelki wypadek. Na wypadek, gdyby coś trzeba było wysypać. Lub gdyby coś się wysypało... Nie – raczej na pewno chodzi o to, co jest wysypywane, a nie o to, co się samo wysypuje. Chyba, że tu są takie rzeczy, które same się wyrzucają na śmieci. To byłoby nader interesujące. Lecz przecież nie wiadomo czy chodzi tu o śmieci. Nie wiadomo czy w Liberlandii są śmieci. Nigdzie ich nie widać. Liberlandia wydaje się czysta. Za czysta. Chyba, że za śmieci uznać należałoby wszystko co pojawia się na nieskazitelnej bieli tła. Wszystkie słowa. Wszystkie litery. Wszystkie znaki. Do pewnego stopnia byłoby to słuszne. Do jakiego jednak stopnia?

Nie dajmy się jednak wciągnąć w ten niebezpieczny zaułek. Przyjmijmy, że nie o śmieci tu chodzi. Bo jeśli ich nie ma, to się ich nie wysypuje. Przyjmijmy, że Liberlandia jest czysta, że wszystkie słowa, litery znaki w niej pojawiające się, nie są śmieciami. Konsekwencją tego założenia dalej będzie brak odpowiedzi na pytanie:











Czy to nie zastanawiające, że znajduje się tu wysypisko, a nie ma spalarni? Brak spalarni świadczyłby o tym, że nie ma tu niczego nadającego się do spalenia. Bo i co tu palić? Słowa?
Spalarnia Słów – brzmi bardzo dobrze. Intrygująco. Albo: Zakład Utylizacji Słów. O, to już gorzej. Zdecydowanie gorzej. W pierwszym przypadku pojawia się problem rzeczywiście intrygujący: czy słowo można spalić? Oczywiście chodzi o słowo jako słowo, jako wyraz pewnego pojęcia, a nie o jego odwzorowanie wizualne lub dźwiękowe..... W tym drugim przypadku mielibyśmy do czynienia z czymś zupełnie niepotrzebnym, jako że słowa są tworami samoutylizującymi się. Teksty rozpadają się na zdania, zdania na słowa, słowa na litery i natychmiast składają się w nowe słowa, nowe zdania, nowe teksty. Gdyby zatem wszystko było ze słów.... A nie jest?


Więc pozostaje czekać. Aż wreszcie coś zostanie wysypane i wtedy przestanie dręczyć nas niepewność, a ciekawość zżerać.
co się tu wysypuje? ^^^ co się tu wsypuje?
Czyżby nic? NIC? Naprawdę nic? T e r a z nic. A potem?